gra planszowa Retro Reporter

Rozrywka i kultura

Dodano: 26.03.2013
Żródło: Nowiny Codzienne 08.08.1933 nr 233 s. 4

1OO pociech. Pokusy diabelskiego młyna.

Ożyły przy kierbedziowskim moście, po praskiej stronie, martwo i cicho stojące dziwaczne błękitno - żółte rusztowania, zadudniły po nich w warjackim przelocie kolorowe wagoniki kolejki wiozącej ludzi w pełną przygód i emocji podróż bez celu, zafurkotały w powietrzu i rozbujały się na linach foteliki karuzel, zabrzęczała orkiestra. Luna - park ożył. Ożył jako„100 pociech".

Ludziska opierają się o żelazną balustradkę wiaduktu i patrzą na kręcące się, grające i rozhałasowane dziwo. „Sto pociech". Ee, tam chyba jest więcej niż sto — rozważa optymistycznie mały, bosonogi gentleman. Przyjaciel z oberwanym daszkiem jest tego samego zdania.

W TAJEMNICZYM OGRODZIE

Sprawa dostania się do wnętrza przedstawia się nader prosto: kasa, bilet, brama i już. W ogrodzie pełno ludzi. Jaskrawo pomalowane budynki i kioski nęcą już zdaleka. Niestety, nie wszystkie niespodzianki i zaczarowane cudowności są już uruchomione. Czynna jest strzelnica, gdzie właśnie jakaś młoda niewiasta celnemi strzałami strąca butelki. Towarzyszący jej gentleman spogląda na mistrzynię nietyle z podziwem, ile z obawą. Przed szafirowym budynkiem, ma którym plakaty głoszą, że jest to przybytek sztuki tajemnej, kolorowi trefnisie zapraszają na
niesamowite misterja.
- Jakiego męża panienka będzie miała, zaraz wywróżymy, czy pieniądze będzie miał i jak z teściową postępował — zachęca magik. Liczni gości ulokowali się w cukierni i na wysokiej  
werandzie, gdzie jest dancing.  Orkiestra gra namiętne nadwiślańskie tango. Damę trzyma się lekuchno dwoma palcami, żeby sukienki nie pobrudzić, jako, że szaty są niedzielne i reprezentacyjne.

OJCOWIE I DZIECI

Opodal jest karuzela. Ale jaka karuzela. Foteliki na łańcuchach przymocowane, fruwają przy obrotach karuzeli naokoło w powietrzu. Takie bujanie w powietrzu kosztuje 30 groszy (dzieci,
uczniowie i wojskowi — połowę). Któżby za tak przystępną cenę nie chciał choć raz zażywać  podobnie emocjonującej rozrywki. Wobec tego ojcowie rodzin pakują na foteliki pociechy, potem
sami zajmują miejsca i siup! zaczyna się fruwanie. Matki rodzicielki nie używają z zasady
tak frywolnych uciech, kontentując się powiewaniem chusteczką, ku swawolącym małżonkom i
pociechom.

HEJ, RUMAKU WIATRONOGI

zagrodzonej, posypanej  żółtym piaskiem przestrzeni można zażywać rozkoszy konnej jazdy.  Jako, że każdy choć raz w życiu chce być farysem. Młody człowiek, w czarnym wizytowym garniturze, gramoli się z trudem na gniadego, spokojnego konika. Ale konik okazuje się aż nadto spokojny i niema ochoty do żadnych karkołomnych wyczynów. Młodzian ściska lakierkami końskie boki i cmoka. Ani rusz. Szkapina spaceruje niefrasobliwie naokoło.


Liczni widzowie zachęcają jeźdźca i cmokają na konia. W pewnym momencie szkapa rusza z kopyta. Młodzian zjeżdża wskutek tego na szyję swego rumaka i ma minę wystraszoną. Publiczność popędza konika.

— Na krowie pan jeźdź —  padają wzgardliwe okrzyki.
Jeźdźcowi na gniadym przybywa towarzysz na małym, siwym, pękatym koniku. Jest to dziesięcioletni chłopak w czerwonym berecie. Żokiej i trener miejscowy, udziela mu wskazówek. Po chwili mały rusza stępa, a następnie przechodzi w krótki galop. 


— Mały jeździ lepiej niż ten stary — wypowiada się opinja publiczna.


WYŚCIGI W WORKACH

Wtem rozlega się niesamowity wrzask. Gentleman w stroju Stańczyka oraz paru klownów,  niesamowicie ucharakteryzowanych, zapraszają na wyścigi w workach i inne podobne igrzyska.

— O rany, jaki ten pomazany na gębie — stwierdza ze zdumieniem młoda dama w sukni w  rzucik.
— Musi tak być, panno Jerynko, znakiem tego, że „schartyzowani" som — uświadamia ją
przedstawiciel młodzi  mundurowej.
Imprezie wyścigów w workach przewodniczy, znany cyrkowym bywalcom, ulubieniec galerji  Paulus.
Zawodników jest sześciu. Wiek od 10 do 15 lat. Chciwi laurów młodzieńcy pakują się do worków.
— Nie właź Józiek tak  głęboko w ten worek, bo nie dolecisz— poucza jakaś mama.
Raz, dwa, trzy i zaczyna się start. Meta — to budka z wodą sodową. Trzeba ją oblecieć  naokoło i powrócić na miejsce  startu.

— Skacz, skacz — krzyczy ktoś do kandydata na zwycięzcę. Zawodnicy skaczą i przewracają się. Wreszcie — zwycięstwo. Pierwszy, przybyły do mety młodzian lat 12, staje się w ten sposób zdobywcą zegarka. Laureat odchodzi od stolika upojony chwałą.  Wędruje między dwoma szeregami widzów trzymając w dłoni  wielką niklową cebulę.


WYŚCIGI Z JAJKIEM

Do tych zawodów była cała masa kandydatów. — Pan mnie zapisze do jajka — upomina się kandydat do mistrzostwa. Zawód nicy wyruszają trzymając na  łyżkach surowe jajka, które muszą utrzymać w ciągu całego biegu. Po drodze z kilku jajek robi się jajecznica. Pierwszy dobiega mały żydek. Nagroda: znów 
zegarek.

— Będzie chodził jeden dzień, — uśmiecha się pogardliwie i nonszalancko zwycięzca. 
Nagroda druga — organki, przyjęta radośnie. 


Z GÓRY NA DÓŁ

Ale clou tych wszystkich  rozrywek stanowi górska kolejka. Kandydatów mnóstwo. Chęć  użycia wrażeń łączy się z obawą. Używające już przejażdżki damy pokrzykują cieniutko a głośno.
— Panno Michciu, pojedziem.
— Ale panna Michcia oświadcza, że za nic, bo się boi.

— A ja z panną Lodzią jeździłem i nic się nie bojała, — rzuca ważki argument kawaler. To działa 
przekonywująco.

Starsza pani w ćwikierze zamartwia się o syna,  który ma zamiar udać się w  emocjonującą podróż razem z całem  towarzystwem. — Ty na serce  jesteś chory, to lepiej nie jedź —
niepokoi się mama. Przez  wyjście wytacza się jakaś para w łowickich pasiakach. Niosą walizkę i parasol. I wyglądają, jakby rzeczywiście tą kolejką  skądś przyjechali.

Wychodzi również czterech przedstawicieli władzy. Jakiś starszy, dystyngowany pan z siwą bródką, który właśnie stoi przy wejściu, zapytuje ich o wrażenią.

— E, trochę za nisko było — orzeka władza.

Do starszego pana podbiega młody człowiek. — Idziemy panie senatorze, już bilety kupione. Pan senator śmieje się i wędruje  zakosztować przejażdżki. 


m. k.







wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl