gra planszowa Retro Reporter

Zdrowie i higjena

Dodano: 06.03.2013
Żródło: Ilustrowany Kurier Codzienny 30.10.1932 nr 301 s.11

Jak leczą znachorzy? czyli: strzeżcie się medycyny tybetańskiej.

Z Warszawy donosi (Mt): Publiczność warszawska szczególnem zaufaniem darzy bardzo często rozmaitego gatunku znachorów i lekarzy-cudotwórców bez dyplomów. Te skłonności do leczenia się przy pomocy podejrzanego gatunku ziół. zamawiań i innych czarodziejskich zabiegów wykorzystał nawet przed niedawnych czasem pewien dyplomowany lekarz, który osiadł w pewnej miejscowości podwarszawskiej i rozpoczął praktykę, podając się za "owczarza". W krótkim czasie zdobył on olbrzymią praktykę.

Gdy do rzekomego „owczarza" zwrócili się przedstawiciele władz administracyjnych i sanitarnych, kwestjonując jego prawo do udzielania porad i uprawiania praktyki, okazał on dyplom lekarski, wydany przez jeden z uniwersytetów. Lekarz
błagał jednak urzędników, ażeby, broń Boże, nie zdradzali jego tajemnicy i nie wyjawiali, że jest on dyplomowanym lekarzem. Twierdził bowiem, że to mogłoby zrujnować jego praktykę (!).

Ten fakt najdosadniej charakteryzuje psychozę szerokich sfer, które szukają pomocy u rozmaitych „cudotwórców", a z
drugiej strony ciężką sytuację dyplomowanych lekarzy (o czem niedawno pisaliśmy).

Ostatnio do prokuratora przy sądzie okr. wpłynęła skarga p. W. Cichockiego przeciwko dość popularnemu i często ogłaszającemu się w dziennikach znachorowi Mieczysławowi Piastuszkiewiczowi. W skardze do prokuratora p. Cichocki opisuje, że cierpiąc na nieżyt jelit, zwrócił się w początku roku bież. do Piastuszkiewieza, którego uważał za lekarza i o którym czytał, jako o lekarzu tybetańskim w jakiemś podziękowaniu rzekomo wyleczonego pacjenta, zamieszczonem w prasie. Ów lekarz tybetański na liście lokatorów domu, w którym mieszka, zapisany jest jako medyk.

Przyjął on p. Cichockiego w swoim gabinecie i przeprowadził zwykłe badanie, lekarskie. W wyniku konsultacji przepisał
kuracje ziołową. Kuracja trwała 3 miesiące. Poza ziołami ów lekarz tybetański kazał stosować lewatywy z krochmalu i
kory dębowej. Pacjent jednak tych zabiegów nie stosował, wiedziony widać jakimś instytnktem samozachowawczym. W wyniku kuracji nabawił się p. Cichocki rozstroju nerwowego. Poza tem choroba jelit posunęła sie znacznie naprzód. Rzadkie poprzednio krwotoki zdarzały się w czasie kuracji kilka razy dziennie.

P. Piastuszkiewicz stale uspakajał pacjenta, mówiąc: „Jesteśmy na dobrej drodze“ — kazał choremu jeść brukiew i kapustę, doradzał ostre zaprawy, jak chrzan, musztardę, pieprz. P. Cichocki jednak na szczęście powstrzymywał sie od tego rodzaju potraw i stosował djetę. Gdy stan chorego pogarszał się coraz bardziej, zaniepokojony pacjent zaczął bliżej interesować się osobą tybetańskiego lekarza i stwierdził, że nie posiada on wogóle prawa uprawiania praktyki lekarskiej.

W jak najgorszym stanie zwrócił się z prośbą o pomoc do zwykłych lekarzy (już nie tybetańskich) i po dwumiesięcznej kuracji zdołał wreszcie powrócić do takiego stanu, w jakim się znajdował przed rozpoczęciem kuracji u p. Piastuszkiewieza. W skardze do prokuratora p. Cichocki twierdzi, że kuracja, stosowana przez owego lekarza  tybetańskiego, groziła mu w wyniku niechybną śmiercią, od której uratował się w ostatniej niemal chwili, przerywając szkodliwe leczenie.

Wedle informacyj. jakie zdołał zebrać p. Cichocki — ów rzekomy „lekarz tybetański" był w czasie wojny właścicielem małego sklepiku antykwarskiego w Petersburgu i leczył się podobno w czasie pobytu w Petersburgu u jakiegoś lekarza
wschodniego i stąd posiadł znajomość medycyny tybetańskiej. Po przybyciu do Warszawy Piastuszkiewicz rozpoczął praktykę lekarską, rozpowiadając bliższym i dalszym znajomym, że „wystudjował" medycynę tybetańską.
Mimo oczywistej prawdy, płynącej ze smutnego doświadczenia p. Cichockiego, wątpić należy, czy szerokie koła warszawskich zwolenników ..tybetańskich" i podobnych innych metod leczenia, wyciągną właściwe wnioski i czy na przyszłość wystrzegać się będą szarlatanów.





wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl