gra planszowa Retro Reporter

Felietony

Dodano: 31.01.2014
Żródło: Nowiny Codzienne 21.09.1934 nr 263

Konspiracja w magistracie

Fan Baleroński od czasu, jak wyzwolił się na majstra masarskiego, marzył o takim psie. Nadarzały mu się okazje kupienia psa, ale wszystko to było nie to, co odpowiadałoby powadze majstra cechu masarskiego. Były ratlerki i pinczerki i wilki i jamniki i foksterjery, a raz nawet był bernardyn, ale wszystko to nie odpowiadało panu Balerońskiemu, który szukał prawdziwego, rasowego buldoga — cwajnosa. Wiadomo bowiem, że każdy zawód wymaga  swego: strażak chodzi z toporkiem, adwokat z toką, a szanujący się majster fachu masarskiego musowo chodzi z buldogiem.

Buldog był — co tu dużo gadać — jak ta lala. A przytem stosunkowo niedrogi. Pan Baleroński nie wiedział tylko, ile opłaca się podatku za takiego pasażera. Jeżeli ta panna z 2-go piętra opłaca 30 złotych za swego szpica, to kto wie, ile magistrat każe sobie zapłacić za buldoga. Bez długich namysłów pan  Baleroński pojechał na plac Teatralny, by w magistracie zasięgnąć języka.
U wejścia spotkał woźnego magistrackiego.
— Panie starszy, a powiedzno pan, gdzieby tu można było czego się dowiedzieć.
— To zależy względem czego.
— Względem podatku.
— O podatek nie trzeba dowiadywać się, tylko płacić.
— Kiedy jeszcze nie mam za co.
— To idź pan do domu i czekaj pan aż panu wezwanie doręczą.
— Kiedy właśnie o to mi chodzi, że chciałbym się dowiedzieć...
— A dowiedzieć, dowiedzieć...  znamy takich, co to przychodzą tylko dowiedzieć się, a potem zaraz po gazetach magistrat Osmarują.
— Przepraszam pana, niech pan pozwoli sobie, powiedzieć. Nadarza mi się buldog...
— Buldog, to niby broń, rewolwer. To niech pan do starostwa idzie, a nie do magistratu.
— Kiedy, panie, nie żaden buldog — rewolwer, tylko buldog — pies. 
— Więc niech pan kupi, pozwolenia nakupno psa nie potrzeba.
— Kiedy ja chciałem dowiedzieć się...
— Znowu „dowiedzieć się"! 
Niczego się pan tu nie dowie. Nie wolno gadać, ani żadnych informacyj udzielać. Chce pan czegoś się dowiedzieć, proszę bardzo: podanie na piśmie, mareczka, poświadczenie od rządcy domu, potem do dziennika podawczego i czekaj pan spokojnie w domu, aż przyjdzie odpowiedź. 
Podania przyjmuje się do pierwszej.
— A która teraz godzina?
— Pan znowu chce się czegoś dowiedzieć. Mówiłem panu: podanie, mareczka i t. d. Takie 
rozporządzenie wyszło, żadnych informacyj.
— Od dawna to obowiązuje?
— Ho, ho, widzę, że pan zanadto ciekawy. Czy pan nie jest przypadkiem redaktorem?

Panu Balerońskiemu zaczęło się w oczach ćmić. Wykręcił się na pięcie i wyszedł na plac Teatralny.
— Olaboga, co się dzieje, co za świat! Ja do niego po ludzku, a on mnie od redaktorów wymyśla. A pies że z tobą tańcował! — zaklął pan Baleroński, splunął i poszedł do domu.
Buldoga tak i nic kupił.

KIR - KOR.




wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl