gra planszowa Retro Reporter

Inne

15.04.2013
Wczoraj w atelier dźwiękowem, w czasie zdjęć filmu czechosłowacko- polskiego „Dwanaście krzeseł - zdarzył się wypadek, który omal że nie zakończył się  tragicznie. W zdjęciach tych wzięła udział Viola, niedźwiedzica brunatna z ogrodu zoologicznego.  Przywieziono ją w klatce do atelier o 3 rano. Tymczasem zdjęcia zaczęły się dopiero o godz. 3-ej pp. Niedźwiedzica, oślepiona  światłem jupiterów i zdenerwowana kilkugodzinnem oczekiwaniem, rzuciła się na pogromcę, Duńczyka,
p. Christiana Bjansa i ugryzła go w dłoń. Natychmiast pośpieszono mu z pomocą. Dzielny pogromca pozostał w atelier do końca zdjęć. Bohatersko zachował się Adolf Dymsza, którego niedźwiedzica uderzyła łapą po ramieniu. Po zdjęciach, zupełnie już uspokojona Viola powędrowała do „do mu" taksówką, budząc sensację wśród przechodniów.
14.04.2013
Ulica Czerniakowska, poczynając od ul. Podchorążych aż do Czerniakowa, a więc na przestrzeni półtora kilometra, nie jest dotąd skanalizowana. Wszystkie więc nieczystości spływają do miejsc położonych niżej, tworząc tam cuchnące bagna, pełno zgnilizny i zarazków wszelkich epidemicznych chorób. Aby jako-tako złemu zaradzić, wysyłał magistrat co roku na wiosnę swoich
funkcjonariuszy, którzy te zbiorowiska nieczystości polewali dezynfekującemi środkami, skutkiem czego zarazki uległy zniszczeniu i stosunki zdrowotne  były jeszcze znośne.
W tym roku jednak dezynfekcji nie przeprowadzono.
Czyżby przez oszczędność? Czy może przez zapomnienie ? I jedno i drugie byłoby karygodnem niedbalstwem. Bo oto, co się w tej chwili w tamtych stronach dzieje? Z bagien wylęgły chmury ogromnych, zjadliwych komarów, które formalnie oblepiły wszystkie okoliczne domy, tak, że ani okien otworzyć, ani wyjść na podwórze.  Powietrze stało się wprost nie do wytrzymnia od nieznośnego smrodu.  Mieszkańcom całej dzielnicy grozi malarja, a może i inne epidemje.
14.04.2013
Ale w pańskim lokalu pomimo kryzysu zawsze pełno...
Zarządca popularnej cukierni, do której zresztą masowo uczęszcza brać aktorska — wzrusza ramionami.
—    E! to taki sztuczny tlok... To prawie sami z mlecznej kuracji...
—    Jakto z mlecznej kuracji? Chorzy na nerki?...
— Nie! na brak „forsy". Filiżanka mleka kosztuje 40 groszy, więc coraz mniej idzie herbaty,
czekolady, a nawet zapominają o tradycyjne „półczarnej“ — bo to wszystko droższe...
O! proszę popatrzyć — siedzi taki jeden z drugim stary pijak, który smaku mleka nie pamięta od tych czasów, kiedy byt przy piersi matki i zamawia —co?... Gorące mleko!... Powiada, że herbata wywotuje zgagę, a czarna kawa źle działa na nerwy!... Tak hygjenicznie teraz żyją — wzdycha cukiernik — ale trudno, nie mam im tego za złe... Stali goście!... Tylko obawiam się, że jeżeli tak
dalej będzie, to i ja będę musiał spróbować mlecznej kuracji... kieszeni, a dalibóg mleka nie znoszę...
14.04.2013
Stawki, a właściwie duża część północnej dzielnicy miasta [...] — jest prawie nieznana  mieszkańcom śródmieścia. Zato policja zna ją dobrze. Tam bowiem skupiło się całe prawie  
podziemne życie Warszawy. Stawki i  okolica — to siedlisko występku i rozpusty.

Do utworzenia tego siedliska przyczyniła się w dużej mierze policja rosyjska, która w walce z przestępczością uczyniła ulice Wołyńską i Ostrowską, jakgdyby miejscem osiedlenia pobytowców.

Ostatnio, dzięki wysiłkom naszych władz administracyjnych, Stawki i okolica poczęły porządnieć. Mieszka tam już obecnie pewien odsetek ludzi, żyjących w zgodzie z prawem, ale większość mieszkańców, to element przestępczy. Na niektórych bowiem ulicach gnieździ się od 70 — 80
procent ludzi, pędzących życie nielegalnie.

Reprezentacyjnym gmachem tej dzielnicy jest 4-piętrowy dom na rogu ul. Smoczej i Stawek, zwany „Pekinem". Mieści się w nim około 160 mieszkań, które są miejscem spotkania i zebrań "towarzyskich" świata przestępczego.
14.04.2013
Dwaj zawodowi złodzieje-pajęczarze, po udanej wyprawie na jeden ze strychów i skradzeniu mokrej jeszczę bielizny udali się niezwłocznie na t. zw. Wołówkę, by spieniężyć łupy; Złodziejów zgubił ich własny pośpiech. Patrolujący na targowisku wywiadowca policji zauważył, że dwaj osobnicy sprzedają ociekającą wodą bieliznę, a zorientowawszy się, że ma do czynienia z „pajęczarzami", chwycił obu za kołnierz i przeprowadził do komisariatu, gdzie ustalono, że są to znani i karani wielokrotnie złodzieje Antoni Galarkiewicz (niemeldowany) i Henryk Mokrzycki (Hrubieszowska 10). Obu osadzono w więzieniu. Nie chcą się przyznać, gdzie dokonali kradzieży.
13.04.2013
Na filtrach miejskich  wykańczany jest montaż nowej hali i aparatów według systemu  amerykańskiego, tworzących kompleks tak zwanych szybkobieżnych. Dawne filtry, wybudowane przez czcigodnego inżyniera Lindleya, działające po dzień dzisiejszy, stanowią grupę wielkich komór, wyłożonych żwirem i piaskiem wiślanym.  Przez tę warstwę przesącza się woda, pozostawiając na powierzchni masy filtrującej zawiesinę, składającą się z części organicznych.

Filtr zwykły zanieczyszcza się w ciągu 3—4 dni, wobec czego każda komora, po takim okresie  czasu, jest wyłączana i poddawana czyszczeniu, które trwa również cztery doby.
Nowobudowane filtry szybkobieżne posiadają urządzenia, które pozwolą przemywać piasek
filtrujący na miejscu, bez  konieczności wywożenia go z komór.

Woda wiślana, po przejściu przez filtry szybkobieżne dodawana będzie do dawnych filtrów angielskich i tu „doczyszczana".

Ponieważ w chwili obecnej zdarzają się dni, że spożycie wody wynosi 120 tysięcy metrów sześciennych, tak więc z chwilą uruchomienia filtrów szybkobieżnych, dopływ wody do mieszkań będzie znacznie większy, co się natychmiast odbije na zaopatrzeniu wyższych pięter.

Trzeci etap oczyszczania wody polega na chlorowaniu. Mianowicie do oszczonej wody dodawany jest w minimalnych ilościach chlor, który zabija zarazki, przedostające się przez piasek.
13.04.2013
Jutro w sądzie apelacyjnym zjawi się głośna szajka terorystów, na której czele stał „tata Tasiemka", b. radny miasta, Łukasz Siemiątkowski. Wraz z nim zasiądzie 13 jego pomocników, którzy teroryzowali kupców na placu Kercelego, ściągając pod groźbą pięści i noża haracz do swej kieszeni. Działalność szajki zapisała się w smutny sposób w pamięci okolicznych kupców, którzy od 1928 r. musieli opłacać daninę na rzecz terorystów.
13.04.2013
Prasa rozpisała się już szeroko o grzechach „doktora chemji" Józefa Łokietka, groźnego konkurenta „taty Tasiemki" w organizowaniu teroru i dywersji wśród tragarzy, robotników rzeźni i innych. Każda większa awantura o charakterze terorystycznym odbywała się albo z wiedzą, albo przy współudziale Łokietka, przybysza z Ameryki, który napatrzył się tam na metody walk bootlegerów
z pod znaku Al Capone'a i stał się importerem tych metod na Warszawę. Zuchwałość Łokietka, paradującego często w mundurze strzelców, strzelającego „na wiwat" do odźwiernego „Morskiego
Oka" oraz podczas pijatyk w różnych podejrzanych knajpach, — była zda się nieograniczona.
Wprawdzie za każdym razem policja zatrzymywała Łokietka i jego kompanów, zawsze jednak 
udawało im się wyjść obronną ręką. 

W akcie oskarżenia mówi się o zatargu między tragarzami drobiu z bazaru przy ul. Franciszkańskiej 19 a związkiem pracowników transportowych i tragarzy rzecznych, reprezentowanym przez Łokietka i jego adjutanta Icka Andersa.
08.04.2013
Dopiero teraz zakład oczyszczania miasta zrozumiał, że należy hałaśliwe żelazne wózki ręczne do zmiotków ulicznych zaopatrzeć w amortyzatory gumowe, któreby zmniejszały ten hałas. Podobno wydano już zarządzenie zaopatrzenia wózków w amortyzatory. Niestety, walka z hałasem ulicznym ograniczyła się dotychczas do tych wózków. Natomiast nic nie słychać o wydaniu zarządzenia w sprawie sygnałów samochodowych, dzwonków tramwajowych, okrzyków sprzedawców ulicznych i t. p.
[...]
Jednocześnie warto zdecydować się na walkę z zadymianiem Warszawy, które się szczególnie daje we znaki mieszkańcom Powiśla. Od dłuższego czasu mówiło się i pisało o zamiarze zaopatrzenia kominów elektrowni, stacji pomp licznych zakładów przemysłowych na Powiślu, w specjalne przyrządy neutralizujące zadymianie. Teraz ta sprawa ucichła. Co z nią właściwie jest, czy zadymianie będzie zwalczane, czy też tolerowane dalej?
08.04.2013
Niezwykły upał zmienił całkowicieoblicze miasta. Od samego rana ludzie opuszczali z pośpiechem rozżarzone mieszkania, jakby uciekając przed wrogiem. Na kolejach podmiejskich
panował ogromny ruch.  Zwłaszcza na stacji Most, z której odchodzą „samowarki" na linji nadwiślańskiej.

Nie mniejszy ruch panował na statkach wiślanej flotylli. „Wilki morskie" w parostatku  Warszawa — Młociny mieli wczoraj pod wszelkiemi względami gorący dzień. Tłumy ludzi od samego rana ściągały na plaże warszawskie.

Według obliczeń policji wodnej, na plażach oficjalnych, jak i „dzikich" znalazło się wczoraj zgórą 30.000 osób. Niezwykłem powodzeniem cieszyła się plaża miejska. W godzinach południowych panował tam taki natłok, że walczono o leżące miejsca. 
wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl