gra planszowa Retro Reporter

Styl życia

Dodano: 11.06.2013
Żródło: Nowiny Codzienne 11.06.1932 nr 45 s. 3

Dama, jej lew i policja

Od kilku miesięcy dzienniki warszawskie zamieszczają alamujące notatki o lwie, zamieszkałym w domu Nr. 36 na Nowym Świecie. Wielu osobom wydawało się to nieprawdopodobne, by srogi zwierz mógł znajdować się w najbardziej ożywionym punkcie Warszawy, by nikogo dotychczas nie zjadł oraz, by władze tolerowały taki stan rzeczy. A jednak w notatkach nie było żadnej przesady. Lew gnieździ się w mieszkaniu p. Jadwigi Szatkowskiej. Jest to dorosły okaz, liczący już bowiem około 16 miesięcy, a lwy dojrzewają szybko. 
Pani Szatkowska kupiła go,  gdy był jeszcze małym kociakiem. Wykarmiła buteleczką, wypieściła i teraz nie chcę rozstać się z ulubieńcem. Ponieważ lew ryczy od czasu do czasu, sąsiadów przechodzi mrowie, to też piszą skargi do policji,  zabiegając o eksmisję króla puszczy.

W sądzie XV okręgu

W sądzie XV okręgu odbyła się jedyna w swoim rodzaju sprawa o eksmisję lwa z domu Nr. 36 na Nowym świecie.  Przewinął się rój świadków, przeważnie lokatorów tej kamienicy. Wszyscy zeznawali zgodnie, że zwierz ryczy, że od tych ryków dreszcz wstrząsa człowiekiem, że jeżeli, co nie daj Boże, lew ucieknie, to może nazjadać tyle warszawiaków i warszawianek, że aż strach pomyśleć. Co wtedy będzie? Czy pani Szatkowska weźmie na swoje sumienie życie nie winnych ofiar?

Jeden ze świadków wspomniał, że była nawet mowa o utworzeniu milicji lokatorskiej, uzbrojonej w dzidy, pistolety i halabardy. Zupełnie inaczej zeznawała właścicielka Iwa. Twierdziła, że jej wychowanek jest tak oswojony, jąk pudel, że ryk bywa objawem dobrego humoru i niema mowy o niebezpieczeństwie.

Wizja lokalna

Pan sędzia słuchał, dziwił się i wreszcie, wobec sprzeczności zeznań, zarządził wizję lokalną. Na Nowy Świat wyruszyli przedstawiciele policji, przodownik posterunkowy.
— Proszę panów nic się nie bać — zapewniała pani Szatkowska, widząc niewyraźne miny przedstawicieli władzy.
— Mój lew jest łagodny, jak baranek. Przeżegnawszy się, policjanci zajrzeli do pokoju, z którego  dolatywały podejrzane pomruki. Bardziej śmiały przodownik opuścił pasek pod brodę i stanął na
progu.
Tymczasem lew, na widok obcych twarzy dał nurka pod otomanę. Nie mógł się jednak zmieścić. Siadł więc w rogu, podkulił ogon i zerkał zpodełba, czekając, co dalej będzie. Lew fika koziołki
— Lewek, nie bój się tych panów — woła pani Szatkowska— ci panowie nie zrobią ci nic 
złego!

Jednakże nie tak łatwo było przekonać zwierza, iż nic mu nie grozi. Poprostu bał się policji. Być może wiedział, że grozi mu eksmisja.
— Lewek, podaj tym panom łapę — namawiała go właścicielka. — No chodź, nie lękaj się,
podaj łapę. Ostatecznie król puszczy uspokoił się o tyle, że wyszedł z kąta i podał łapę przodownikowi, następnie posterunkowemu. Na rozkaz pani Szatkowskiej zaczął
„służyć" jak piesek, fikał koziołki i skakał przez krzesło.

Rozbawieni policjanci  zapomnieli do reszty o niebezpieczeństwie, a raport, jaki złożyli sędziemu, nosił wszelkie cechy pobłażliwości.

Paragraf 232

Wyrok będzie ogłoszony prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Pani Jadwiga Szatkowska odpowiada z paragrafu 232 za „trzymanie dzikich zwierząt bez należytego dozoru". Nie zamierzamy przesądzać sprawy, gdyż nie naszą jest to rzeczą, wspomnimy tylko mimochodem, o zeznaniach dra Kuczyńskiego, który stykał się ze lwem pani Szatkowskiej.
— Jest to zwierzę łagodne, potulne i trwożliwe — oświadczył lekarz.
— Lew, wychowany od maleństwa w pokoju, staje się łaskawy, jak kot, czego nie można powiedzieć o innych drapieżnikach, naprzykład o tygrysie. Na usposobienie lwa pani Szatkowskiej wpływa  niewątpliwie „kuchnia". Ulubieniec dostaje mleko z rozmoczonym chlebem (4 litry dziennie) i mięso końskie, bez którego mógłby zachorować na rachitis.







wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl