gra planszowa Retro Reporter

Społeczeństwo

Dodano: 31.05.2013
Żródło: Ilustrowany Kurier Codzienny 01.06.1933 nr 150 s.3

Ciekawe obyczaje kaszubskie przy pracach rolnych.

Wejherowo,
(dz) Wobec rosnącego zainteresowania w kraju Kaszubami, podajemy kilka szczegółów, odnoszących się do oryginalnych typowych dla Kaszub zwyczajów, związanych z pracami rolnemi. Temat tem bardziej aktualny, że obecnie w tej części Polski prace te dobiegają końca. Jak wiadomo, rolnictwo i rybołóstwo są głównemi zajęciami ludności kaszubskiej. Rolnik kaszubski jest tak samo zabobonny, jak i jego brat z nad brzegów samego morza. Zanim rozpocznie jakąś pracę, niezależnie od modlitwy z prośbą o błogosławieństwo Boże, zwraca uwagę by istotom, zamieszkującym pod ziemią: kreśniętom (krosmęta, karzełki), w niczem się nie narazić, gdyż one z zasady ludziom nie szkodzą i owszem starają się chętnie we wszystkiem dopomoc. Przy dojeniu więc krowy należy pamiętać, by nieco mleka na talerzyku dla kresnięt zostawić. Za okazywaną
im życzliwość, zapewniają swoim dobrodziejom obfite korzyści z całego dobytku.

Pamiętać tylko koniecznie trzeba, by waru i pomyj nie wylewać przy piecu, gdyż to kreśniętom szkodzi. Za każdą choćby najdrobniejszą niechęć mszczą się złośliwie. Wówczas opuszczają gospodarstwo na zawsze.

Ponieważ Kaszuby słyną ze znanej hodowli gęsi, dużo uwagi i praktyk znachorskich poświęca się temu ptactwu. Zwłaszcza pastuszkowie, pasący gąski, specjalną na to uwagę zwracają. Ciekawy jest sposób, jaki praktykują pastuchowie kaszubscy, gdy idzie im o jakąkolwiek wyrocznię dla siebie, czy dla powierzonego sobie drobiu. Chwytają zazwyczaj biedronkę (owad na Podkarpaciu i wogóle w Małopolsce zwany zazulą) i posadziwszy ją na dłoni, wymawiają naprzykład silnym głosem:
Kropielniczka, poepielniczka,
Wieleż goedzyn do wieczera?

Ile razy biedronka otworzy skrzydełka, jakoby do lotu, tyle godzin do wieczora lub do południa, jeżeli o to się pastuch pyta Wogóle biedronka, jako wyrocznia, cieszy się specjalnemi względami.
Okresowi do żniw nie przypisuje się większego znaczenia. Uważa się tylko na złe duchy zmoery lub moery, na djabłów, zwanych tu purtkami, lub purtokami, na czarownice po kaszubsku baby lub idzy. Pilnuje się więc, by bydło nie zostało urzeczone lub gąsięta nie poginęły. Kobiety kaszubskie najbardziej obawiają się czarownic, gdyż te specjalnie do gęsi lubią się dobierać. Wynajdują więc różne skuteczne środki na ochronę przed niemi i ich rzekomemi czarami.
Jednym z najbardziej wypróbowanych środków (podobno nigdy nie zawodzących) używanym w całych Kaszubach jest przepuszczanie gąsiąt przez nogawicę męskich spodni lub bieliznę. Nawiasem mówiąc, tej części męskiego ubrania wogóle na Kaszubach  we wszystkiem przypisuje się wpływ dodatni. Rolnik by mu pogoda dopisała, radzi swej białce (po kaszubsku — żona) by wywieszając bieliznę, pamiętała o wywieszeniu najpierw spodniej bielizny męskiej, gdyż wówczas pogoda dopisze. Radykalnym środkiem na dolegliwości zwierząt domowych ma być również pocieranie koszulą męską z dołu do góry zwierzę lub drób. Jednem słowem, im oryginalniejszy ktoś wynajdzie środek przeciwko czarom, tem większe ma powodzenie wśród ludu. A trzeba pamiętać, że przy zażegnywaniu czarów kobieta kaszubska nigdy na jednym środku nie poprzestaje.


Uroczystości żniwne

odbywają się na Kaszubach tylko w dobrach większych obywateli. W niektórych miejscowościach staropolski ten obyczaj zatarł się na skutek tego, że większa własność na Kaszubach znajdowała się w rękach niemieckich za czasów zaboru. Dziś zwyczaj ten pomału zaczyna wchodzić z powrotem w życie.

W powiecie kartuskim ostatni snop związany na polu nazywa się bęksem i zwykle ten, który ostatni snop ten związał, naraża się na długi czas na drwiny ze strony mieszkańców wsi. Bęks stanowi jednak w uroczystościach żniwnych ważny szczegół. Stroi się go kwiatami i wieńcami i zabiera się z pola. Dziewczęta zaś pilnują, by tych, którzy go na wozie wiozą, zlać wodą.
Dożynki w kartuskiem nazywają Kaszubi ożniwny. Zwykle niosą przy nich robotnicy wieniec ze zboża, ozdobiony kwiatami na drewnianych grabiach, swemu panu, a następnie zasiadają do wspólnej wieczerzy i przez całą noc tańczą przy piwie.

Pod Kościerzyną żniwiarze nie pozostawiają żadnego źdźbła na polu, a z reszty, która zostanie, wiążą tak zwaną krutkę (jest to na pół metra długa spleciona słoma, przy której wiszą dołem kłosy w jeden pęk związane). Nadchodzących żniwiarzy z trutką oczekuje zazwyczaj cała wieś 5 oblewa ich wodą. W Sobończu przynosi się do pana zwykle pierwszy zżęty snopek. W okolicy Więcków pozostawia sie nieco zboża, aby myszy nie ściągały na zimę do stodół. Ostatnią fure przywiezionych snopków nazywają dziadem, ze zboża tego wiąże się babę i tych. co dziada i babę
niosą, oblewa się również wodą.





wykonanie: tworzenie stron www warszawa - wzt.pl